Dziś zapraszam do podróży w świat pięknych, dobrych ludzi, których pełno wokół nas. Na całej ziemi dzielą się z nieznajomymi wędrowcami swoim człowieczeństwem, otwierając serca i domy. Spotykałam ich wszędzie na swojej drodze w podróży. Bez względu na kraj, religię czy kolor skóry, pojawiali się znikąd by ofiarować wsparcie (informację, nocleg, posiłek, kawę czy inspirującą rozmowę) a potem znikali bezszelestnie. Niech wpis ten będzie im poświęconym stanowiąc przeciwwagę do aktów przemocy i agresji o których ostatnio głośno w mediach. Dzielę się z wami moimi wspaniałymi doświadczeniami życiowymi z podróży do krajów tzw „podwyższonego ryzyka”. Niech wpis ten odczarowuje medialny zły świat głośnej i widocznej chorej mentalnie mniejszości i ukaże niewidzialny (bo nie medialny) świat pięknych ludzi, mieszkańców tych zainfekowanych krain. Pamiętajmy o nich i ich gościnnych sercach w naszych przeszłych lub przyszłych podróżach.
Na przestrzeni ostatnich parunastu lat wielokrotnie ruszałam w świat. Większość z podróży, wypraw na nieznane lądy miała miejsce podczas pracy w korporacji, w ramach trzytygodniowych zezwoleń na urlop. Upakowany zgrabnie plecak z moskitierą i śpiworem, przewodnik Lonely Planet, aparat foto, zapełniona stemplami żółta książeczka szczepień, ubezpieczenia, dolary i karty kredytowe wyznaczały wówczas moją gotowość ruszenia w świat, daleko hen od polskiej ziemi.

Dziś już podróżuję inaczej, mniej asekuracyjnie bardziej naturalnie. Dokładam najważniejsze składniki udanej wyprawy: ciekawość, uśmiech, elastyczność i otwartość. Bez tego ani rusz. Gdy tego ze sobą nie zabierzesz to najprawdopodobniej naoglądasz się różnych form geometrycznych miejsc mieszkalnych czy kultu religijnego (domy na pustyni, w lesie, w miastach, prastare i nowoczesne, kościoły stojące lub wykute w skale, meczety, świątynie, sanktuaria, aszramy, synagogi etc), kształtów i barw przyrody (góry, wąwozy, jaskinie, szczeliny, palmy, pola ryżowe, lodowce, fauna i flora). Jednak podróże smakują najmocniej i rozbudzają apetyt na więcej, gdy uśmiechem obdarowujesz i uśmiech otrzymujesz. To otwiera bramy ludzkich serc.

Moja otwartość i ciekawość otwiera do tej pory na oścież przeróżne domostwa. Serdeczność lokalnych ludzi nie zna granic. Ich ciekawość mnie i ciebie, także. Jest niezmienna choć zmienne są koleje naszego życia.

Asmara. Stolica Erytrei. Możesz zostać zaproszony na tradycyjny ślub w Erytrei gdy akurat snujesz się lokalnymi ulicami Asmary (stolica) i niesiony ciekawością podążasz za rozbawionym tłumem wprost do weselnego namiotu. Tam cię sadzają na podłodze między gośćmi przy ogromnym placku Injera ze zboża tef, udekorowanym różnymi dodatkami. Wtedy nie ma znaczenia czy jesz mięso czy nie, ta chwila wymaga wyjątku. Wspólne biesiadowanie.Ty jesteś szczęśliwy, oni są szczęśliwi bo biały gość to często nobilitacja.

Massawa, południe Erytrei.Międzynarodowym gestem dłoni możesz zostać zaproszony do biednego domu gdzieś na południu upalnej ponad 40stopniowej Erytreii gdy zaglądając przez dziurkę od klucza przyglądasz się lokalnemu sposobowi parzenia kawy. Siadasz na klepisku i w smudze światła wpadającego przez dach w domu obserwujesz to wydarzenie a potem delektujesz się smakiem pysznej kawy przyjmując i obdarowując uśmiechem i gestykulując żwawo.

Być może wątpisz teraz w ludzkie dobro i myślisz sobie o wszystkich nieszczęściach świata, którymi nakarmiły cię media, znajomi, rodzina etc. Odpowiem, że słyszałam o smutnych wydarzeniach, napadach i innych gorszych zdarzeniach. Podobno porywano turystów w Jemenie ale nie nas gdy tam byliśmy. To nie jest moje doświadczenie. Nie było i nie jest. Wierzę, że przyciągamy to co mamy w sobie. Jeśli jest w nas lęk to nim emanujemy, wydzielamy taki ‘eteryczny zapach’. I to przyciąga określone osoby. Jak złodziej grasujący po warszawskich tramwajach zapytany skąd wie do kogo podejść, odpowiada, że to czuje. Gdy ktoś akurat wziął z banku duże oszczędności i wiezie je z sobą bojąc się to wydziela tę woń strachu, którą wychwytuje wyczulony nos złodziej. Jadąc w podróż nie lękajmy się. A jeśli lęk dopada, co mi się często zdarza, trzeba się go pozbyć. Nie warto brać go do swego bagażu – nieproszony gość i pasażer na gapę. Jak? Znajdź swój sposób – działa każdy który jest skuteczny. Miarą efektywności jest odczucie lekkości, pewności, zaufania do siebie zwieńczone okrzykiem wewnętrznej gotowości ‘no to w drogę!’. Wtedy ruszasz z miejsca i wyruszasz w podróż przez życie- daleką lub bliską, płytką lub głęboką wg chęci i możliwości.

Jemen. Sana – stolica. Zdarzyły się w moich podróżach irracjonalne lęki gdy idąc ulicami Sana’a (stolica Jemenu aktualnie w ogniu bomb) mijaliśmy gromady mężczyzn noszących za pasem tradycyjny, charakterystycznie zakrzywiony nóż jemeński, zwany dżambiją. Czułam niepokój i strach, w głowie pojawiły się różne przerażające wizje. To była jedna z pierwszych wypraw w świat Bliskiego Wschodu, którego obraz wcześniej zbudowały w mej głowie media.

Jak często to co spotykamy na miejscu jak zupełnie odmienne od tego co myślimy zanim wyjedziemy. To kolejna wartość podróży – zyskujemy własne zdanie i poznajemy Prawdę. Tę przez duże P – nie z książek czy od guru, mistrzów czy mądrych nauczycieli – lecz z własnego doświadczenia. Moja własna rzeczywistość przeze mnie doświadczona jest jedyną moją prawdą. Twoja własna rzeczywistość przez ciebie doświadczona jest jedyną twoją prawdą.

Być może w tym miejscu dopowiesz, że podróżowanie wymaga odwagi. To słowo wszechobecne w naszym języku, jakże często moim zdaniem niesłusznie. Podróżowanie nie wymaga odwagi ale ciekawości, otwartości, elastyczności, czucia, wyczucia, czujności, przytomności oraz zaufania do siebie, naturalności i radości. Trzeba być jak kot – czujnym i odprężonym. Gdy wygrzewa się w trawie odczuwając przyjemność promieni słonecznych. Jednocześnie reaguje na każdy szmer w okolicy. Czujność i relaks w jednym. Być przytomnym, korzystać z mocy trójcy w naszym ciele: inteligencji intelektu, inteligencji serca i inteligencji trzewi. Tak, mamy trzy inteligencje w nas – ku zdziwieniu naukowców i jednocześnie dzięki ich odkryciom więc z nich czerpmy.

Niezbędne są w każdej podróży. Nasza prywatna święta trójca wskazująca kierunek i ostrzegająca przed niebezpieczeństwem. W codziennym życiu w twoim mieście, na twojej ulicy podejmujesz decyzję by skręcić w prawo lub lewo czy zejść komuś z drogi- te same zasady działają w dalekich podróżach. Potrzebujesz wiedzieć czyli czuć gdzie warto a gdzie nie warto być i z kim. Bycie selektywnym to nieustanne dokonywanie wyboru. Mieć nosa: do biznesu i do życia. Mieć zaufanie do siebie.

We wszystkich moich podróżach zdarzyły się poniższe sytuacje, które wspominam jako niemiłe.

Chiny, lokalny targ we wsi – dalekie południa. Jedna z nich miała miejsce na targu wiejskim gdzieś na zapadłej wsi w Chinach. Poznaliśmy lokalnego młodzieńca i on zaoferował, że nas po nim oprowadzi. Zachowaliśmy jednocześnie do niego dystans jednocześnie wyczuwając jego dobre intencje. To nie było jedno z tych turystycznych miejsc, gdzie młodzież post factum domaga się od turystów zapłaty za okazaną pomoc. Jego działanie wypłynęło z czystego człowieczeństwa. Okazał się naszym skarbem. Został ostrzeżony przed jedną z pań na targu iż lokalni kieszonkowcy mają na nas oko. Wyostrzyliśmy więc czujność i całą trójką bezpiecznie się oddaliliśmy.

Jemen – wioska gdzieś w kraju. Druga sytuacja miała miejsce na dalekiej wsi w Jemenie gdzie weszliśmy w otwartą bramę, do opuszczonego domu, na sam jego dach. Za nami gromadka dzieci. W pewnym momencie najstarsze z nich zaczęło się dziwnie zachowywać jakby chcieć nas zamknąć w tym domu. W takich sytuacjach to jest moment, kiedy wyczuwasz zagrożenie i podejmujesz błyskawiczne działanie. Szybko zbiegliśmy po schodach, wycofując się z tego miejsca. Bądź jak kot – czujny i uważny ale jednocześnie zrelaksowany i odprężony.

Erytrea – dworzec autobusowy. Trzecią sytuację wytworzył mój własny, zainfekowany wiele lat temu lękiem umysł. Niewinnego człowieka posądziłam o kradzież gdyż zachował się inaczej niż to co znałam i uznawałam jako normę. To była moja druga podróż w tropiki. Ponownie Erytrea. Znajomy, z którym podróżowaliśmy zostawia mnie i bagaże w taksówce na dworcu autobusowym w centrum miasta. Sam jedzie załatwić niezbędne pozwolenia na zwiedzanie tego kraju zgodnie z dominująca tam do dziś biurokracją. Czekam pół godziny, godzinę, półtorej. W końcu wychodzę z taksówki i stoję przy niej. Mijają dwie godziny, zaczynam się niepokoić. Taksówkarz coś gestykuluje. Odbieram to ewidentnie pozytywnie bo odpowiadam gestem zgody. Taksówkarz odpala samochód i odjeżdża. I widzę jak jest 50 m dalej, 100 m dalej i wyjeżdża z dworca i znika gdzieś na ulicy. Zamarłam. Czekam 15 min, pół godziny. Nie ma go. Nasze wszystkie bagaże w bagażniku, profesjonalny sprzęt fotograficzny znajomego właśnie odjechał za moją zgodą. Po godzinie wypatrywania taxi idę do biura dworca. Pokazuję im numer rejestracyjny wozy, który spisałam przed odjazdem. Oni mówią, że to nie jest lokalny kierowca ale z południa kraju i nic nie mogą zrobić. Podjeżdża wóz milicyjny, biegnę do nich, opowiadam swoją historię z pewną dozą dramaturgii podsyconej strachem. Oni zaczynają jakieś działania. W tym momencie wraca taksówkarz. Pojechał do domu zjeść obiad, załatwić swoje sprawy i wrócił. Od razu zostaje przejęty przez policję na mini przesłuchanie. Jest mi strasznie wstyd gdy zdałam sobie sprawę, jak bardzo moje europejskie wychowanie i programowanie umysłu różni się od tamtejszego. Taksówkarz spojrzał na mnie z wyrzutem a jego spojrzenie było pełne żalu i smutku, że ja mogłam w ten sposób o nim pomyśleć.

Bali, miasto Ubud, bungalowy na polach ryżowych. Ugryzła mnie małpa w prawe ramie lekko wbijając swoje zęby. Został mocny siniak, strach o choroby zwierzęce i refleksja. Nie jej wina. Pozwoliłam jej wejść sobie na głowę i zacząć ją iskać to nie mam prawa jej z siebie zsadzać gdy ona nie ma na to ochoty. Małpa tresowana przez człowieka, wykupiona przez turystę i pozostawiona do dalszej opieki w miejscu gdzie mieszkaliśmy.

Bali, Egipt. Wszelkie miejsca turystyczne gdzie próbują cię naciągnąć by coś z ciebie wyciągnąć.

Gdy wspominam podróże w różne miejsca pamięć od razu zmierza do uśmiechu, życzliwości i bezinteresowne serdeczności miejscowych ludzi: hinduski w samolocie w drodze do Indonezji, która kazała mi stanąć w przejściu i zawiązała sznurówkę bo sama tego zrobić nie mogłam mając rękę na temblaku, pani sprzedającej kurczaki na targu wiejskim aranżującej nam posiłek wegetariański, wszystkie uśmiechnięte i ciekawe nas oczy lokalnych ludzi, z których co odważniejsi prosili o możliwość zrobienia zdjęcia z nami, wysokich rangą wojskowych hindusów z misji pokojowej ONZ stacjonującej na granicy Erytrei i Etiopii, którzy zatrzymali przy mnie swojego Jeepa na zupełnym odludziu i zaprosili na wzgórze gdzie stacjonowali niby pokojowo choć w pełnym uzbrojeniu, tam nas ugościli pysznym hinduskim jedzeniem w Afryce i odwieźli na miejsce, starszej białej zakonnicy na lotnisku w Erytrei, która czekając na sponsorów jej zakonu z USA pomyliła ich z nami ale przy okazji zaoferowała nam nocleg gdy noc już była w pełni… i wielu innych.

Po co nam podróże? Po smakowanie życia i tego co przynoszą – otrzymywania skarbów i obdarowywanie innych darami. Odkrywając świat zewnętrzny jak często eksplorujemy przy okazji nasz wewnętrzny. Wzrastamy i rozkwitamy do Życia w Rozkwicie w życia kolorycie– swojego własnego, indywidualnego realizowanego po swojemu według swojej indywidualności i unikalności.

Niechaj 2015 będzie rokiem owocnych podróży przez twoje życie!