„Czemu by nie – z jednej strony ktoś być może napisze pod tym wpisem argumentując – przecież jesteś Słowianka w polskiej aurze wychowana i ‘czym skorupka za młodu nasiąknie….’. W genach niesiesz z przodków odziedziczoną jesienną zadumę, czas wejścia w siebie i refleksji nad sobą i życiem. Czeka cię jesienno-zimowe wycofanie z życia, zwolnienie z tempa by odrodzić się na wiosnę za parę miesięcy”.

Kto inny, z głębszą wiedzą na życie po swojemu dopisze: „Ależ oczywiście, że nie. Współczesna nauka udowodniła to, co stara wiedza przekazuje od dawna. Środowisko wpływa na geny. To co myślisz, jak czujesz, czego doświadczasz na bieżąco ciebie kształtuje. Różne warunki miejsca, w którym żyjesz uaktywniają lub tłumią różne geny’.

Na taki pogląd Szeptucha z Podlasia przyklaśnie trzykrotnie i do mego ucha szepnie: ‘kto z kim przystaje, takim się staje’.

A co ja na to?

Dakar mani i pedicure z KaMoje 18 miesięczne obcowanie ze słońcem zaowocowało we mnie uaktywnieniem się Genu Słońca. Jest on koloru żółtego, wielce radosnego, twórczego i kreatywnego. Charakteryzuje się trwałością i wytrwałością czyli towarzyszy mi każdego dnia: słońce i gen. Nie odczuwam większej potrzeby na ‘w sobie się październikowe skrycie’. Spoglądam na dzisiejszą datę, następnie za okno i sięgam do swojej pamięci, by przypomnieć sobie Polskę teraz. Wiem, że u was już mokro i szaro-buro za oknem, oraz ściemnia się szybciej niż tutaj. Wiem, że dominują tez czarne nastroje niesione na czarnych parasolach…Czarny ponoć jest kolorem ochronnym, jest też kolorem żyznej ziemi, w której ziarno zasiane i podlane intencją światła..wzrasta.

Jesienna europejska zaduma mnie tu dogonić nie nadąża. Gdy mam potrzebę dumy… zadumy to dumam wpatrując się w którykolwiek z inspirujących obrazów natury: trzepoczące liście zielonej palmy, ptaki wirujące nad domostwami, przelatujące kruki nad dachem czy polskie? wróble przysiadające na parapecie. Pomyślę, przemyślę, ułożę w sobie i Dakar niedzielne popoludnie8dalej w afrykańską żywotną wibrację wpadam. Inaczej tu się po prostu nie da! To Coś co tworzy klimat tego kontynentu jest wszechobecne i trwałe. Skutecznie opiera się napływowi znad północy zmiennych nastroi europejskich czterech pór roku. Wszelka przemiana w Afryce dzieje się na bieżąco. Życie trwa, umiera i rodzi się na nowo non stop. Drzewo zakwita ponownie po miesiącu od zrzucenia ostatnich biało-różowych płatków. Ryby niezmiennie rozmnażają się w oceanie, a uliczni kowale codziennie wykuwają swój lost każdym uderzeniem młota w metal. Europejskie 4 pory roku – symboliczny cykl narodzin, śmierci i odrodzenia ma miejsce każdego dnia, każdej chwili.


Afrykański gorąc słońca, pot spływający po plecach i wszędzie od skwaru dnia, intensywność tutejszego życia, trąbiące taksówki, barany i kozy biegające ulicami w grupkach, roześmiane dzieci, pracujący cały czas mężczyźni, szybka i rytmiczna muzyka oraz mocne słońce i fale budują tutejsze środowisko. Ono kształtuje nas… wszystkich mieszkańców bez względu na to co wynieśliśmy w genach, wazne co w międzyczasie stworzyliśmy w swych umysłach i sercach.Dakar niedzielne popoludnie7

Ostatnią niedzielę spędziłam z Ka na przyjemnościach. Po wizycie w salonie manicure i pedicure odkryłyśmy bardzo lokalną plażę z czarnym piaskiem i potężnymi falami! Tak mocnymi, że trzeba było czekać kiedy wygasną na chwilę by szybko wpłynąć w strefę ciszy i odpłynąć od brzegu. Kolejne mocne fale tylko nas kołysały gdy napływały ponownie ku brzegowi plaży. Gdy wydostałyśmy się z powrotem na brzeg, zrobiłyśmy mini sesję zdjęciową naszych pazurków i ulokowałyśmy się w miejscu 1 m nad plażą. Leżałyśmy wpatrzone w fale rozbijające się na morzu i podbiegające pod nasz murek. Żadna jednak nie przekraczała dziennej granicy. Aż przyszła ta jedyna, którą właściciel miejsca do leżakowania określił potem jako znak szczęścia. Niechaj tak się dzieje, gdyż tego dnia wizualizowałam moc zieleni w swoim życiu.


Dakar niedzielne popoludnie6Ta fala wtargnęła na nasze posłanie i zatopiła nas. Leżąc na wznak poczułam jak woda wlewa się do nosa, przeczesuje włosy i szarpnięciem zaczyna odwrót z plaży. Instynkt nakazał szybki skręt w lewo by chwycić torbę z wszystkimi rzeczami: aparatem, kluczami,telefonem etc. Pare minut wcześniej intuicja nakazała by wszystkie rzeczy spakować do jednej większej torby,a nie trzymać oddzielnie aparatu na posłaniu przy sobie. inaczej by woda zabrała…

Umysł wiedział co się stanie. Przewidział zanim wiedziałam to świadomie. Czterech pór roku to nie mam…na bieżąco oblewa mnie za to jakaś fala: słońca, wody lub inspiracji. .

Przesyłam i Wam trochę z ich jakości.

Joanna