Wspomnienie. Kongres LoveWoman 19 kwietnia 2015r

Przeglądając starsze wpisy trafiłam na ten filmik sprzed prawie roku. Wówczas byłam na Bali, w czasie kolejnej przemiany. Dzisiaj piszę do Ciebie z Afryki – życie jest cudownym choć czasem trudno-pięknym doświadczeniem, majstersztykiem jeśli go takim widzimy


2015: dziś wpadam do Twego maila z nowiną iż jeśli jesteś kobietą zainteresowaną bardzo ciekawym i inspirującym niedzielnym spotkaniem (patrz: III moduły poniżej) w Warszawie 19 kwietnia, na którym również będę (jak? obejrzyj filmik) to skorzystaj z opłaty specjalnej 59zł powołując się na mnie.

A jeśli jesteś mężczyzną lub kobietą w innej drodze życia, może prześlesz tego maila do kobiet, którym takie niedzielne spotkanie mogłoby odmienić życie! Poniżej umieszczam pełen opis wydarzenia dostępny na stronie fb.

Pozdrawiam tropikalnie i do zobaczenia! Joanna

Kongres akcji nieMOŻLIWE to jedyne w swoim rodzaju wydarzenie, pełne inspiracji i motywacji, dla wszystkich, którzy pragną:

– zmienić swoje życie zawodowe;
– dowiedzieć się, jak innym udało się wygrać z ostatecznością;
– pokonać swoje słabości, by wieść zdrowe i aktywne życie;

Kongres LoveWoman stawia na zwyczajne kobiety, które są dowodem na to, że każdy może osiągnąć nieMOŻLIWE.

Akcja nieMOŻLIWE to akcja motywacyjna, którą Dorota da Costa i Maria Odrowąż-Petrykowska, założycielki LoveWoman zorganizowały w 2014 r., pokazując konkretne przykłady kobiet, po to by zmotywować inne kobiety, które mierzą się z podobnymi wyzwaniami. Podczas kongresu wystąpią Bohaterki właśnie tej akcji, czyli prawdzie kobiety, które opowiedzą o tym, jak osiągnęły swoje nieMOŻLIWE. Wśród nich Prezes jednej z najbardziej znanych Fundacji czyniących mnóstwo dobrego dla kobiet. Ponadto założycielki własnych firm, które odważyły się zostawić korporację i sięgnąć po własne marzenia oraz Panie, które wygrały walkę o własne zdrowie i życie i zaczęły żyć na nowo. Będzie również możliwość wysłuchania opinii ekspertów

Moduły tematyczne Kongresu:
nieMOŻLIWE życie zawodowe
nieMOŻLIWE wygraj życie
nieMOŻLIWE aktywne i zdrowe życie

Dowiesz się:
– Jak odkryć to co chcesz w życiu robić;
– Jak pokonać strach, który powstrzymuje Cię od realizacji zawodowych marzeń;
– Jak przejść przez zmianę z sukcesem;
– Jak znaleźć motywację do walki z najtrudniejszym rywalem;
– Jak żyć, po tym jak wygra się nowe życie
– Dlaczego i jak osiąganie celów związanych ze sportem wpływa na inne obszary życia;
– Jak zachęcić siebie do aktywności fizycznej;
– Jak zmienić swoje nawyki żywieniowe;

Kongres będzie wartościowym miejscem dla osób, które poszukują inspiracji, motywacji i planu działania. W planie kongresu są uwzględnione mowy motywacyjne, panele dyskusyjne oraz wystąpienia ekspertów. Dzięki różnorodnemu harmonogramowi kongresu, a także przeróżnym atrakcjom, każda kobieta znajdzie tu coś ciekawego i inspirującego dla siebie.

Dodatkowe atrakcje:
– wyjątkowy pokaz bielizny w wykonaniu modelek „plus size”,
– atrakcja – niespodzianka!
– konkursy
– wystawcy.

Więcej informacji na temat kongresu znajduje się na stronie www.lovewoman.pl

Czekamy na Was!

Dorota i Maria

Piękny świat. O podróżowaniu i ludzi spotykaniu

Dziś zapraszam do podróży w świat pięknych, dobrych ludzi, których pełno wokół nas. Na całej ziemi dzielą się z nieznajomymi wędrowcami swoim człowieczeństwem, otwierając serca i domy. Spotykałam ich wszędzie na swojej drodze w podróży. Bez względu na kraj, religię czy kolor skóry, pojawiali się znikąd by ofiarować wsparcie (informację, nocleg, posiłek, kawę czy inspirującą rozmowę) a potem znikali bezszelestnie. Niech wpis ten będzie im poświęconym stanowiąc przeciwwagę do aktów przemocy i agresji o których ostatnio głośno w mediach. Dzielę się z wami moimi wspaniałymi doświadczeniami życiowymi z podróży do krajów tzw „podwyższonego ryzyka”. Niech wpis ten odczarowuje medialny zły świat głośnej i widocznej chorej mentalnie mniejszości i ukaże niewidzialny (bo nie medialny) świat pięknych ludzi, mieszkańców tych zainfekowanych krain. Pamiętajmy o nich i ich gościnnych sercach w naszych przeszłych lub przyszłych podróżach.
Na przestrzeni ostatnich parunastu lat wielokrotnie ruszałam w świat. Większość z podróży, wypraw na nieznane lądy miała miejsce podczas pracy w korporacji, w ramach trzytygodniowych zezwoleń na urlop. Upakowany zgrabnie plecak z moskitierą i śpiworem, przewodnik Lonely Planet, aparat foto, zapełniona stemplami żółta książeczka szczepień, ubezpieczenia, dolary i karty kredytowe wyznaczały wówczas moją gotowość ruszenia w świat, daleko hen od polskiej ziemi.

Dziś już podróżuję inaczej, mniej asekuracyjnie bardziej naturalnie. Dokładam najważniejsze składniki udanej wyprawy: ciekawość, uśmiech, elastyczność i otwartość. Bez tego ani rusz. Gdy tego ze sobą nie zabierzesz to najprawdopodobniej naoglądasz się różnych form geometrycznych miejsc mieszkalnych czy kultu religijnego (domy na pustyni, w lesie, w miastach, prastare i nowoczesne, kościoły stojące lub wykute w skale, meczety, świątynie, sanktuaria, aszramy, synagogi etc), kształtów i barw przyrody (góry, wąwozy, jaskinie, szczeliny, palmy, pola ryżowe, lodowce, fauna i flora). Jednak podróże smakują najmocniej i rozbudzają apetyt na więcej, gdy uśmiechem obdarowujesz i uśmiech otrzymujesz. To otwiera bramy ludzkich serc.

Moja otwartość i ciekawość otwiera do tej pory na oścież przeróżne domostwa. Serdeczność lokalnych ludzi nie zna granic. Ich ciekawość mnie i ciebie, także. Jest niezmienna choć zmienne są koleje naszego życia.

Asmara. Stolica Erytrei. Możesz zostać zaproszony na tradycyjny ślub w Erytrei gdy akurat snujesz się lokalnymi ulicami Asmary (stolica) i niesiony ciekawością podążasz za rozbawionym tłumem wprost do weselnego namiotu. Tam cię sadzają na podłodze między gośćmi przy ogromnym placku Injera ze zboża tef, udekorowanym różnymi dodatkami. Wtedy nie ma znaczenia czy jesz mięso czy nie, ta chwila wymaga wyjątku. Wspólne biesiadowanie.Ty jesteś szczęśliwy, oni są szczęśliwi bo biały gość to często nobilitacja.

Massawa, południe Erytrei.Międzynarodowym gestem dłoni możesz zostać zaproszony do biednego domu gdzieś na południu upalnej ponad 40stopniowej Erytreii gdy zaglądając przez dziurkę od klucza przyglądasz się lokalnemu sposobowi parzenia kawy. Siadasz na klepisku i w smudze światła wpadającego przez dach w domu obserwujesz to wydarzenie a potem delektujesz się smakiem pysznej kawy przyjmując i obdarowując uśmiechem i gestykulując żwawo.

Być może wątpisz teraz w ludzkie dobro i myślisz sobie o wszystkich nieszczęściach świata, którymi nakarmiły cię media, znajomi, rodzina etc. Odpowiem, że słyszałam o smutnych wydarzeniach, napadach i innych gorszych zdarzeniach. Podobno porywano turystów w Jemenie ale nie nas gdy tam byliśmy. To nie jest moje doświadczenie. Nie było i nie jest. Wierzę, że przyciągamy to co mamy w sobie. Jeśli jest w nas lęk to nim emanujemy, wydzielamy taki ‘eteryczny zapach’. I to przyciąga określone osoby. Jak złodziej grasujący po warszawskich tramwajach zapytany skąd wie do kogo podejść, odpowiada, że to czuje. Gdy ktoś akurat wziął z banku duże oszczędności i wiezie je z sobą bojąc się to wydziela tę woń strachu, którą wychwytuje wyczulony nos złodziej. Jadąc w podróż nie lękajmy się. A jeśli lęk dopada, co mi się często zdarza, trzeba się go pozbyć. Nie warto brać go do swego bagażu – nieproszony gość i pasażer na gapę. Jak? Znajdź swój sposób – działa każdy który jest skuteczny. Miarą efektywności jest odczucie lekkości, pewności, zaufania do siebie zwieńczone okrzykiem wewnętrznej gotowości ‘no to w drogę!’. Wtedy ruszasz z miejsca i wyruszasz w podróż przez życie- daleką lub bliską, płytką lub głęboką wg chęci i możliwości.

Jemen. Sana – stolica. Zdarzyły się w moich podróżach irracjonalne lęki gdy idąc ulicami Sana’a (stolica Jemenu aktualnie w ogniu bomb) mijaliśmy gromady mężczyzn noszących za pasem tradycyjny, charakterystycznie zakrzywiony nóż jemeński, zwany dżambiją. Czułam niepokój i strach, w głowie pojawiły się różne przerażające wizje. To była jedna z pierwszych wypraw w świat Bliskiego Wschodu, którego obraz wcześniej zbudowały w mej głowie media.

Jak często to co spotykamy na miejscu jak zupełnie odmienne od tego co myślimy zanim wyjedziemy. To kolejna wartość podróży – zyskujemy własne zdanie i poznajemy Prawdę. Tę przez duże P – nie z książek czy od guru, mistrzów czy mądrych nauczycieli – lecz z własnego doświadczenia. Moja własna rzeczywistość przeze mnie doświadczona jest jedyną moją prawdą. Twoja własna rzeczywistość przez ciebie doświadczona jest jedyną twoją prawdą.

Być może w tym miejscu dopowiesz, że podróżowanie wymaga odwagi. To słowo wszechobecne w naszym języku, jakże często moim zdaniem niesłusznie. Podróżowanie nie wymaga odwagi ale ciekawości, otwartości, elastyczności, czucia, wyczucia, czujności, przytomności oraz zaufania do siebie, naturalności i radości. Trzeba być jak kot – czujnym i odprężonym. Gdy wygrzewa się w trawie odczuwając przyjemność promieni słonecznych. Jednocześnie reaguje na każdy szmer w okolicy. Czujność i relaks w jednym. Być przytomnym, korzystać z mocy trójcy w naszym ciele: inteligencji intelektu, inteligencji serca i inteligencji trzewi. Tak, mamy trzy inteligencje w nas – ku zdziwieniu naukowców i jednocześnie dzięki ich odkryciom więc z nich czerpmy.

Niezbędne są w każdej podróży. Nasza prywatna święta trójca wskazująca kierunek i ostrzegająca przed niebezpieczeństwem. W codziennym życiu w twoim mieście, na twojej ulicy podejmujesz decyzję by skręcić w prawo lub lewo czy zejść komuś z drogi- te same zasady działają w dalekich podróżach. Potrzebujesz wiedzieć czyli czuć gdzie warto a gdzie nie warto być i z kim. Bycie selektywnym to nieustanne dokonywanie wyboru. Mieć nosa: do biznesu i do życia. Mieć zaufanie do siebie.

We wszystkich moich podróżach zdarzyły się poniższe sytuacje, które wspominam jako niemiłe.

Chiny, lokalny targ we wsi – dalekie południa. Jedna z nich miała miejsce na targu wiejskim gdzieś na zapadłej wsi w Chinach. Poznaliśmy lokalnego młodzieńca i on zaoferował, że nas po nim oprowadzi. Zachowaliśmy jednocześnie do niego dystans jednocześnie wyczuwając jego dobre intencje. To nie było jedno z tych turystycznych miejsc, gdzie młodzież post factum domaga się od turystów zapłaty za okazaną pomoc. Jego działanie wypłynęło z czystego człowieczeństwa. Okazał się naszym skarbem. Został ostrzeżony przed jedną z pań na targu iż lokalni kieszonkowcy mają na nas oko. Wyostrzyliśmy więc czujność i całą trójką bezpiecznie się oddaliliśmy.

Jemen – wioska gdzieś w kraju. Druga sytuacja miała miejsce na dalekiej wsi w Jemenie gdzie weszliśmy w otwartą bramę, do opuszczonego domu, na sam jego dach. Za nami gromadka dzieci. W pewnym momencie najstarsze z nich zaczęło się dziwnie zachowywać jakby chcieć nas zamknąć w tym domu. W takich sytuacjach to jest moment, kiedy wyczuwasz zagrożenie i podejmujesz błyskawiczne działanie. Szybko zbiegliśmy po schodach, wycofując się z tego miejsca. Bądź jak kot – czujny i uważny ale jednocześnie zrelaksowany i odprężony.

Erytrea – dworzec autobusowy. Trzecią sytuację wytworzył mój własny, zainfekowany wiele lat temu lękiem umysł. Niewinnego człowieka posądziłam o kradzież gdyż zachował się inaczej niż to co znałam i uznawałam jako normę. To była moja druga podróż w tropiki. Ponownie Erytrea. Znajomy, z którym podróżowaliśmy zostawia mnie i bagaże w taksówce na dworcu autobusowym w centrum miasta. Sam jedzie załatwić niezbędne pozwolenia na zwiedzanie tego kraju zgodnie z dominująca tam do dziś biurokracją. Czekam pół godziny, godzinę, półtorej. W końcu wychodzę z taksówki i stoję przy niej. Mijają dwie godziny, zaczynam się niepokoić. Taksówkarz coś gestykuluje. Odbieram to ewidentnie pozytywnie bo odpowiadam gestem zgody. Taksówkarz odpala samochód i odjeżdża. I widzę jak jest 50 m dalej, 100 m dalej i wyjeżdża z dworca i znika gdzieś na ulicy. Zamarłam. Czekam 15 min, pół godziny. Nie ma go. Nasze wszystkie bagaże w bagażniku, profesjonalny sprzęt fotograficzny znajomego właśnie odjechał za moją zgodą. Po godzinie wypatrywania taxi idę do biura dworca. Pokazuję im numer rejestracyjny wozy, który spisałam przed odjazdem. Oni mówią, że to nie jest lokalny kierowca ale z południa kraju i nic nie mogą zrobić. Podjeżdża wóz milicyjny, biegnę do nich, opowiadam swoją historię z pewną dozą dramaturgii podsyconej strachem. Oni zaczynają jakieś działania. W tym momencie wraca taksówkarz. Pojechał do domu zjeść obiad, załatwić swoje sprawy i wrócił. Od razu zostaje przejęty przez policję na mini przesłuchanie. Jest mi strasznie wstyd gdy zdałam sobie sprawę, jak bardzo moje europejskie wychowanie i programowanie umysłu różni się od tamtejszego. Taksówkarz spojrzał na mnie z wyrzutem a jego spojrzenie było pełne żalu i smutku, że ja mogłam w ten sposób o nim pomyśleć.

Bali, miasto Ubud, bungalowy na polach ryżowych. Ugryzła mnie małpa w prawe ramie lekko wbijając swoje zęby. Został mocny siniak, strach o choroby zwierzęce i refleksja. Nie jej wina. Pozwoliłam jej wejść sobie na głowę i zacząć ją iskać to nie mam prawa jej z siebie zsadzać gdy ona nie ma na to ochoty. Małpa tresowana przez człowieka, wykupiona przez turystę i pozostawiona do dalszej opieki w miejscu gdzie mieszkaliśmy.

Bali, Egipt. Wszelkie miejsca turystyczne gdzie próbują cię naciągnąć by coś z ciebie wyciągnąć.

Gdy wspominam podróże w różne miejsca pamięć od razu zmierza do uśmiechu, życzliwości i bezinteresowne serdeczności miejscowych ludzi: hinduski w samolocie w drodze do Indonezji, która kazała mi stanąć w przejściu i zawiązała sznurówkę bo sama tego zrobić nie mogłam mając rękę na temblaku, pani sprzedającej kurczaki na targu wiejskim aranżującej nam posiłek wegetariański, wszystkie uśmiechnięte i ciekawe nas oczy lokalnych ludzi, z których co odważniejsi prosili o możliwość zrobienia zdjęcia z nami, wysokich rangą wojskowych hindusów z misji pokojowej ONZ stacjonującej na granicy Erytrei i Etiopii, którzy zatrzymali przy mnie swojego Jeepa na zupełnym odludziu i zaprosili na wzgórze gdzie stacjonowali niby pokojowo choć w pełnym uzbrojeniu, tam nas ugościli pysznym hinduskim jedzeniem w Afryce i odwieźli na miejsce, starszej białej zakonnicy na lotnisku w Erytrei, która czekając na sponsorów jej zakonu z USA pomyliła ich z nami ale przy okazji zaoferowała nam nocleg gdy noc już była w pełni… i wielu innych.

Po co nam podróże? Po smakowanie życia i tego co przynoszą – otrzymywania skarbów i obdarowywanie innych darami. Odkrywając świat zewnętrzny jak często eksplorujemy przy okazji nasz wewnętrzny. Wzrastamy i rozkwitamy do Życia w Rozkwicie w życia kolorycie– swojego własnego, indywidualnego realizowanego po swojemu według swojej indywidualności i unikalności.

Niechaj 2015 będzie rokiem owocnych podróży przez twoje życie!

Indonezja. Proste inspiracje do życia w rozkwicie.

Indonezja 2014: 2 luty – 8 kwietnia 2014

PLAN PODRÓŻY: wschodnia Jawa – Bali – Sulawesi (wyspa Bunaken) – grupa wysp Moluki (Halmahera, Morotai i Rau) czyli nieturystyczny kierunek wschodniej Indonezji (blisko Papui).

******WYBÓR KIERUNKU – TEST GWIEZDNY*****

Mając w sobie wizje nowego życia, czas, określoną sumę pieniędzy, którą można przeznaczyć na wyjazd w ulubione ciepłe kraje człowiek ma wiele możliwości wyboru. Największym dla nas wyzwaniem była trafność decyzji co do kierunku podróży. Miało nam z nim być wygodnie i pod drodze ( finansowo i życiowo) przez najbliższe 2 miesiące.

Zrobiliśmy TEST GWIEZDNY. Pewnej czarnej październikowej nocy stanęliśmy pod mocno rozgwieżdżonym niebem i zaczęłam głośno wypowiadać kierunki Świata, które rozważaliśmy do podróży, oczekując znaku- czegokolwiek, co uznalibyśmy za wskazówkę. Zaczęłam ceremonię wypowiadając powoli nazwy rozważanych krain: Indie… (nic się nie stało), następnie Sri Lanka …(i nic..), Hawaje…………. (tu dłuższa pauza, bo jeszcze dwa miesiące wcześniej były naszym celem)……… (i znowu nic), Filipiny… (nic), Indonezja…(…) i spadła gwiazda, którą oboje zobaczyliśmy! I w ten sposób obraliśmy kierunek wyjazdu.

Niedługo potem pojawiła się oferta taniego i nieźle skomplikowanego wyjazdu (pociąg i samoloty z Pragi, powrót do  Berlina) i kupiliśmy bilety. Polecam stronę www.flipo.pl, warto też sprawdzać bilety na www.fly4free.pl
******INSPIRACJA*****POTWIERDZANIE Z WSZECHŚWIATEM*****
Otrzymałam parę lat temu cenną wskazówkę by, w przypadku wątpliwości, co do podjętej decyzji, potwierdzać jej trafność z tzw. Siłą wyższą . Dokonujesz ważnego wyboru i prosisz o potwierdzenie. Tylko tyle. Zasiewasz jak ziarno proste pytanie, pozwalasz odpowiedzi zakiełkować. Ona sama się pojawi w najmniej oczekiwanej formie i momencie. Informacja zwrotna przyjdzie słowem (gdy słowa piosenki w radio zwrócą Twoją uwagę), obrazem (gdy zwrócisz uwagę na reklamę na drzwiach, ścianach czy przejeżdżającym obok pociągu) czy odczuciem. Informacja może wejść wieloma drzwiami, ale trzeba ja wyraźnie i prosto  do tego zaprosić.

TAJLANDIA – BANGKOK –lądowanie

Kompleks świątynno -pałacowy w Bangkoku przyciąga uwagę i robi wrażenie: te wszystkie zdobienia, złocenia, ornamenty, kwiaty lotosu zanurzone w kamiennych wazach wypełnionych woda, zapachy kadzideł, modły Tajów, obecność mnichów napełniają to miejsce specyficzna duchową atmosfera świętości. Przyciągnęło mnie to parę lat temu podczas pierwszej wizyty w tym miejscu. Zwiedzając je po raz drugi uwagę moją przykuły malowidła naścienne przedstawiające mitologię lub raczej kosmologię. Świat podzielony był we władaniu 4 smoków (ciekawe ze smoków tez dużo w chinach i my mieliśmy swojego na Wawelu).  I wszędzie przedziwne stwory gadzio-człeko podobne w złotych szatach pilnujący wejść do domostw, świątyń namalowane na ponad 500m ścianach świątyni. Obrazy te opowiadają historie bitew miedzy bogami, którzy przylatują z nieba, maja ludzkie ciała, ale głowy zwierzęce, czasem ogony, czasem latają na smokach. Widać z nich, że rządzą na Ziemi a ludzie są im podporządkowani i usłużni. Są też obrazy małpowatych czyli postacie ludzkie z głowami małp. Pojawiają się również istoty na wzór syreny. W pewnym momencie gadowaci schodzą na plan drugi i zaczynają rządzić ludzie a małpowaci są na ich usługach. Ale gadowaci są zawsze w pobliżu.
Zaskakujące ile znajdujemy mitologicznych podobieństw w kulturach świata. W wielu z nich pojawiają się przeróżne stwory, demony, smoki, potwory, jaszczury, bogowie, pół bogowie walczący o władze, dzielący miedzy sobą fragmenty ziemi.

INDONEZJA
STYL PODRÓŻOWANIA. My wybraliśmy lokalne środki transportu, dzięki czemu zwiedziliśmy mniej poznane turystycznie i ciekawsze dla nas miejsca np. niedawno otwarte na rozwój turystyki plaże Red Island na Jawie. Jadąc w Bangkoku na lotnisko można wsiąść w wygodną taksówkę, przy okazji zaziębić się od klimatyzacji i stać w gigantycznych korkach lub można przepłynąć publicznym promem rzecznym oglądając nabrzeżne domy i czując wiatr na twarzy. Po promie trzeba wziąć naziemne metro i można zrelaksować się w przyjemnym parku by ostatecznie wsiąść do busa jadącego 15min na lotnisko.

ZACHODNI UMYSŁ. Nasza kultura nobilituje umysł w życiu codziennym. Po wielu latach pracy w korporacji staje się rozgadany aż trudno go przegadać, a dusza zamiera i z czasem coś w człowieku umiera, zamiera. Myślę, że to jest przyczyną intensywnego rozkwitu ofert z zakresu rozwoju osobistego. To nasz naturalnie wbudowany mechanizm obronny prosi o spowolnienie, odrobinę relaksu, zatrzymania, oddechu, poczucia siebie i ziemi pod stopami. Pragnienie wewnętrzne powrotu do prostoty życia w tym pokomplikowanym, pośpiesznym, przepełnionym informacja zachodnim świecie. Moja osobista skala wartości nobilituje PROSTOTĘ I NATURĘ. Uważam, że najlepsza praktyka to najprostsza, najlepsze słowa to te najprostsze a jak już człowiek znajdzie dla siebie to co dla niego na ten moment działa, to niech się tego po prostu i naturalnie trzyma – tak długo jak widzi efekty.

W mojej definicji PROSTOTY nie chodzi o to by wrócić do ery kamienia łupanego i odrzucić wszystkie wynalazki ery industrialnej, ale by świadomie i przytomnie samodzielnie decydować o sobie, o swoich wyborach i pragnieniach odrzucając manipulowanie mediami opartymi na emocjach. Wybierać dla siebie, według siebie to, co ważne do codziennego życia w szczęściu, miłości, radości, obfitości, dobrobycie, dobrostanie i poczuciu spełnienia, cokolwiek w sercu gra. Bo, o co więcej w życiu chodzi jak nie o poczucie jego sensu, który dla każdego z nas objawia się na swój własny osobisty, indywidualny (nie narzucony przez nikogo i nic) sposób?

PROSTOTA INDONEZJI. W podroży po tym małym fragmencie Indonezji odnajduję właśnie to nieskomplikowanie. Objawia się ona w uśmiechach napotykanych ludzi, życzliwym spojrzeniu, prostocie harmonogramu dnia, czasie na relaks i zabawę. Oczywiście zauważam również pośpiech i pęd do zachodniego stylu życia, naśladownictwo (wygląda na to ze 99% mężczyzn pali papierosy), widzę potrzebę konsumeryzmu wśród młodzieży poprzez odwołania do znanych marek zachodu (naklejki jeep/jeep na samochodach czy Hurley/harley na motorach), ale jednak na ulicy wciąż dominuje pogoda ducha, życzliwość i uprzejmość do drugiego człowieka, poczucie wspólnoty przejawiające się we wzajemnym okazywaniu sobie pomocy i współpracy (widocznej zwłaszcza podczas jazdy skuterami na tłocznych ulicach Jawy czy Bali).

Spróbowaliśmy i wiemy jak to jest pędzić skuterkiem ruchem lewostronnym wolnym od obaw i w 100% zaufaniu do bezpieczeństwa tego naturalnego przepływu pojazdów. Wszyscy wszystkim pomagają, ostrzegają się klaksonami (a nie karcą), zatrąbienie raz oznacza ‚ uwaga-nadjeżdżam’, dwa klaksony to ‚ dziękuje’. Jeździliśmy 3 dni skuterem na Bali tzn. ja – pasażerka i nie widzieliśmy żadnego wypadku (ani w całej naszej dotychczasowej podróży), żadnego aktu złości czy przemocy. I to jest to, co mnie urzeka we ‚wschodzie’, ze ‚przywraca wiarę w dobroć człowieka’ (cytuje). Uszanowanie drugiego człowieka, zauważanie go, jako równoprawnej istoty i świadomość ze wszyscy od siebie zależymy prowadzi do współpracy.

LUDZIE. Są wszędzie pomocni np. W samolocie do Indii starsza pani (zapewne hinduska) wiąże mi w przejściu sznurowadło w bucie widząc moją rękę na temblaku, którą złamałam w nadgarstku rano w dniu wieczornego wyjazdu i przez 2 tyg. chodziłam z pół gipsem. We wschodniej Jawie widzę troskę w twarzach kobiet wskazujących na moja rękę dopytujących się w lokalnym języku ‘co mi jest’.
Twarze ludzi są uśmiechnięte i radosne: szczerbaty farmer na polach ryżowych w Ubud ze świetnym angielskim oferujący nam świeżo wyciśnięty olej z kokosa + samego kokosa do picia i zjedzenia miąższu. Życzliwy wartownik strzegący wjazdu do górskiego rejonu Kintamani na Bali, z której roztacza się fantastyczny widok na górę Batur i wulkan Agung, rzuca nam kwotę wjazdu i wpuszcza bez problemu, gdy odpowiadamy, ze nie mamy pieniędzy (akurat wszystkie bankomaty w okolicy odmówiły współpracy. Pani ze straganu sprzedająca kurczaki w Banyawangi organizuje nam obiad wegetariański. Inni lokalni wskazujący drogę, tłumaczący po swojemu lokalne połączenia promowe, dopytujący czy smakuje nam jedzenie podczas wspólnego posiłku w przy ulicznych barach na kółkach tzw.warungach. Wszyscy ludzie spotkani w tej podróży, niemający powiazań z turystyka (tzw. Mafia turystyczna) to człowieczeństwo w praktyce: pomocni, życzliwi, otwarci, dbający o wspólne dobro, bo są jego częścią.
Ludzie na Bali często się modlą do swoich bóstw i chodzą pięknie ubrani (zwłaszcza balijki).
Ludzie na wyspie Bunaken (koło Sulawesi) żyją w zgodzie wielowyznaniowej. Niektórzy z nich chodzą do meczetu, inni do kościoła protestanckiego a ostatni wyznawcy do górującego nad domami i największego kościoła katolickiego. Wszyscy jednakowo często podśpiewują, ich małe dzieci są cały czas z mamą lub noszone na rękach i tulone do piersi przez babcię-dziadka. Zapewne przez to wytulenie w dorosłości będą pełne wirtualności, radości i chęci do zabawy.
Indonezja to też miejsce dla starszych ludzi. Wszędzie gdzie nie zajrzę widzę starsze osoby w pełni zaangażowane w życie: prowadzą sklepik czy zajmują się dziećmi. To jest kraj dla starszych ludzi, są tu częścią wspólnoty, maja swoją rolę do spełnienia.
Przy okazji obserwacji zachowani mieszkańców naszej wioski na wyspie Bunaken ukułam swoja własną teorię kolejnego trójkąta (trochę czerpiąc ze starożytności), ze człowiek do pełni życia i rozwoju potrzebuje MUZYKI (śpiew, gra na instrumencie) – TAŃCA – SZTUKI (tworzenia, kreacji).
.
*****INSPIRACJE***** TAŃCZ, ŚPIEWAJ, ZACHWYCAJ SIĘ, SŁUCHAJ CISZY*****
Gabrielle Roth (twórczyni tańca 5rytmow) na problemy współczesnego człowieka zachodu odpowiadała ‚when did you stop dancing? When did you stop singing? When did you stop being enchanted by stories? When did you stop finding comfort in silence? [kiedy przestałeś tańczyć, kiedy przestałeś śpiewać, kiedy przestałeś być oczarowanym opowieściami? Kiedy przestałeś znajdować komfort w ciszy?]
Polecam śpiew i taniec swój własny, intuicyjny, indywidualny (nie wyuczony i wytrenowany) gdziekolwiek jesteś i czujesz się bezpiecznie – tak na dobry początek dnia i/lub jego koniec. Warto wyśpiewywać swoja pieśń bo śpiew to surfing duszy na wysokiej fali.

*********************
WSCHODNIA JAWA.

To bardzo zaludniona wyspa. Religia dominująca w Indonezji to islam. Wyjątkiem jest hinduistyczne Bali. Zdaje się, że na Jawę ściągają ludzie z pozostałych wysp. Tłok na ulicach, mnóstwo skuterów, trochę samochodów, hałas i smród spalin. Nie lubię miast, ale wylądowaliśmy w Surabaya by następnego dnia uciec do Banyuwangi, skąd weszliśmy na wulkan Ijen.

W Banyuwangi podchodzi do nas lokalny nauczyciel angielskiego, właściciel szkoły językowej, dobrze prosperujący biznesman. Następnego dnia zabiera nas na wycieczkę na rok wcześniej udostępniona przez rząd plażę tzw. Red Island. Piękna zatoczka z widokiem na samotną górę -skałę oraz drobne porozrzucane widokowo skałki, cos takiego jak Halong Bay w Wietnamie lecz w miniaturze. Miejsce z klimatem, znane niewielu, jeszcze nieskomercjalizowane. Rząd Jawy chce promować turystykę i na pewno szybko pojawi się tu hotel lub dwa.
Przeciwieństwem wszechobecnej dobroci zwykłych ludzi jest MAFIA TURYSTYCZNA. Spotykana wszędzie na świecie, w miejscach napływu turystów. Niestety typ człowieka nie na wymarciu, uprzykrzający życie i nastrój podróżujących, którzy właśnie sobie uświadomili (najczęściej po fakcie), ze ponownie zostali oszukani, wykiwani tj. nacięci na cenę. Mafia ta operuje słowem ‚pomoc’ sprawnie i zwinnie. Oferując swoją rzeczoną pomoc, używa mechanizmu starego jak świat….. czyli odwołanie do LĘKU. Niestety, czy sobie to uświadamiamy, czy nie – lęk jest w nas zakorzeniony od momentu poczęcia (przez lęki i obawy naszych rodziców), poprzez wychowanie (cały proces socjalizacji i uczenia podległości, posłuszeństwa wobec autorytetu), szkołę, religie i przodków gdzie nauka już potwierdziła ze dziedziczymy w genach lęki naszych przodków.
My daliśmy się naciąć 2 razy na broń lękową wytoczoną przeciwko nam – nieświadomym białym turystom. Pierwsze nacięcie to wschodnia jawa.
Wysiadamy z pociągu w miejscowości Banyuwangi gdzie planujemy wejść na wulkan Ijen słynący z wydobywającej się tam siarki i pojawiającego się w nocy błękitnego płomienia. Na stacji znajdujemy pana Harego, który nam pomoże znaleźć hotel i zorganizować wycieczkę. Hary mówi, ze trzeba mieć samochód i lepiej mieć dodatkowo przewodnika, bo na wulkan wchodzi się w nocy (od 1 rano do świtu) i tam nie ma światła i co jeśli się zagubimy?. On będzie musiał dzwonnic na policje, poszukiwania, powiadomić rodziny etc. Dajemy się nabrać, tzw. ‚Frycowe’ trzeba zapłacić. Później, gdy wchodzimy na wulkan, na parkingu jest zatrzęsienie samochodów z innymi turystami, młodzieżą szkolna (akurat weekend) i prowadzi na szczyt jedna szeroka, wydeptana ścieżka. Nie ma jak się zgubić.
Ale przewodnik się przydał, bez niego nie zeszlibyśmy zapewne na samo dno krateru zobaczyć z bliska błękitny ogień stojąc w oparach krztuszącej, dławiącej i szczypiącej w oczy siarki. Bez przewodnika nie marzlibyśmy potem 2 godziny w szczelinie skalnej na szczycie wulkanu od 4 do 6 rano czekając na wschód słońca, który miał nam ukazać to piękne miejsce w świetle dziennym. niestety chmury pod nami się nie rozstąpiły, wiec nic nie widzieliśmy, ale nocny spektakl był wyjątkowy.

Niecodziennym i smutnym dla nas przeżyciem było również mijanie pracujących przy siarce górników, którzy mali i chudzi wydobywają siarkę, pakują je do dwóch koszy powiązanych patykiem po obu stronach ciała przerzuconym na szyje. Oni niosą na swoich ramionach ponad 60-80kg siarki. Różne grupy pracują w dzień i noc, zarabiają grosze za tak ciężka prace. W nocy widok ich spoconych twarzy migających w świetle latarek, wolny krok balansujący na stromym zboczu krateru, ciała obwieszone tym ogromnym balastem, inni turyści mijający ich beznamiętnie i bezrefleksyjnie, wzbudził w nas taki żal i smutek, że wylałam swe łzy. Poczułam się nagle jak Matka całej ludzkości, gdy jakiś głos we mnie powtarzał ‚nie chce by moje dzieci tak ciężko pracowały’, ‚nie chce by moje dzieci tak ciężko pracowały’.
Dzień przyniósł nam ulgę. Górnicy spotykani w drodze powrotem  z wulkanu byli pogodni, niestrudzeni, sprawiali zupełnie inne wrażenie niż ci nocni. Może to inna zmiana, może to nasze nocne złudzenie a może oni się w tym odnajdują i lubią tak ciężka prace…

Wracając do Harego,  odkrycie ze nami zamanipulował lękiem zapaliło w nas czerwone światełko ‚uważać na mafie turystyczna’. Ale światełko nie wystarczy, jeśli brak przytomności chwili i odpowiedniego impulsu w reakcji na zdarzenie. No i nacięto nas po raz drugi w przeprawie promowej ze wschodniej Jawy na Bali. To znaczy prawie się udało wygrać z mafia na Jawie, ale dopadła nas na Bali. Mafii na Jawie podziękowaliśmy grzecznie za pomoc. Kupiliśmy bilet na prom w cenie lokalnej. Przeprawiliśmy się na Bali gdzie powitał nas uśmiechnięty pan z lokalnej Mafii pomagając ustalić gdzie są buzy do dalszych miejscowości. Zapewniał że jest jedna cena tj. Ta bardzo wysoka, w którą nie wierzyliśmy i poinformował że możemy tam się dostać autobusem lokalnym (ale długo jedzie, i jest tłok i często staje) lub expressowym busem. Umęczeni podrożą wybraliśmy opcję drugą. Nadjechał autobus,  zrozumieliśmy, że to nasz ekspresowy, panowie nas wprowadzili do środka. Wchodzimy do niego a w nim jakieś bagaże, ludzi brak. Pytamy konduktora o cenę, a oni mu mówią co ma nam powiedzieć, więc konduktor podaje nam cenne turystyczną. Tego wszystkiego domyślamy się po fakcie, bo rozmowa jest po indonezyjsku. Machamy ręka, dojedziemy szybciej ekspresem. Płacimy za bilety, pan z Mafii jeszcze wysiadając przekupią policjanta i nasz ‚ ekspresowy’ bus podjeżdża pod przystanek gdzie wsiadają lokalni właściciele pozostawionych w busie bagaży. Musieli wysiąść po przeprawie promowej i czekać na przystanku. Autobus okazał się normalny tj lokalny w cenie połowy tego, co  zapłaciliśmy. Godzinę dochodziłam do siebie w poczuciu bezsilności i złości, nie na wydane pieniądze, (bo to nadal są małe kwoty dla nas), ale w poczuciu wykorzystania i uczestniczenia w procederze kłamstwa i oszustwa. Kłamią ci prosto w oczy a my swoim brakiem przytomności i refleksu nakarmiliśmy ten system korupcyjny.

Po przetrawieniu sytuacji postanowiliśmy być jeszcze bardziej czujni gdyż zrozumieliśmy, ze skoro w tych miejscach turystycznych tak jest to, jeżeli którekolwiek z nas poczuje, ze cos jest nie tak, odmawiamy i wysiadamy, rezygnujemy, wycofujemy się z oferty.
I sukces! Trzeci raz próbowano nas naciąć, gdy wykupiliśmy transport mini busem (shuttle bus) z Ubud na lotnisko w Denpasar. Opłaciliśmy przejazd u kierowcy. Ale po dotarciu na miejsce sprytny kierowca poprosił mnie o zwrot kosztu wjazdu na lotnisko, na co błyskawicznie odpowiedziałam ‚ it is included in the shuttle bus price’ (wliczone w cenę dojazdu) i pan błyskawicznie się wycofał. Niech żyje refleks i przytomność! Pozostało mi pogłaskać siebie po obu policzkach by w ten sposób podziękować swojej intuicji.

*****INSPIRACJA****** TWOJA WŁASNA INTUICJA**********
często nie słuchamy swojej intuicji, bo jej nie słyszymy gdyż nasza kultura kładzie super mocny nacisk na umysł. Mamy rozgadane umysły a wyciszone serca. Podejmujemy racjonalne decyzje, ignorując uczucie/odczucie z głębi nas. Nie wiemy, że to uczucie jest rezultatem ultraszybkiej rozmowy wewnętrznej między umysłem a sercem. By wzmacniać intuicję i ją przywracać w sobie z zagłuszenia warto ją wynagradzać. Za każdym razem, gdy zrobimy cos, co nam sprzyja, jest trafna decyzja (np. Skręcimy w prawo i tam znajdziemy coś, co nam służy a nie w lewo gdzie byłoby rozsądniej wg GPS), bo posłuchaliśmy swej intuicji nagródźmy się za to głaszcząc obiema dłońmi po policzkach. Intuicja będzie nam za to wdzięczna i zacznie mówić coraz mocniejszym głosem. To podobno stara hawajska metoda – polecam!
**********************************************************

BALI – UBUD.

Od razu docieramy do Ubud gdzie zatrzymujemy się w bungalowach wybudowanych na polach ryzowych http://www.kupukupufoundation.org/

Prowadzi je hiszpanka Begonia Lopez a 60% przychodów z zakwaterowania przeznacza na swoja fundacje dzieci niepełnosprawnych (kupu-kupu foundation). Begonia jest szalenie ciepłą i serdeczną kobietą wyczerpaną z przepracowania i zabiegana. Widzimy się praktycznie raz, miałam u niej prowadzić jogę w fundacji dla dzieci, ale czasy nam się nie zgrały i nic z tego nie wyszło.

UBUD jest przepełnione turystami i skuterami. Wiele lat temu to miejsce wydawało mi się spokojniejsze i pewnie mniejsze. Wszędzie mnóstwo restauracji z lokalnymi cenami nieprzyzwoitymi do normalnych cen w Azji. Znajdujemy lokalne bary ‚warungi’ gdzie jest proste i bardzo dobre jedzenie w lokalnych cenach. Wypożyczamy skutery na 3 dni i zwiedzamy Bali.

Największe wrażenie robi na nas świątynia słoni. To wejście w pieczarę w skale: po jednej stronie stoi kamienny symbol penisa zwany Lingam, a na przeciwko symbol waginy. Oboje czujemy w tej pieczarze bardzo dobrą energie i ogromna moc bijąca od lingama. Miejsce mocno przemedytowane, da się odczuć. Potem sok ze świeżego kokosa i wydłubujemy miąższ. Odwiedzamy także tradycyjna wioskę (Agung village) gdzie kobiety haftują piękne tkaniny – ileż to roboty! Ale powstają cuda dla koneserów prostych, etnicznych wzorów. Zwiedzamy jeszcze parę innych miejsc, ale to, co mnie inspiruje w Ubud to 1 – spanie na polach ryżowych (odgłosy przyrody, szmer wody dystrybuowanej miedzy poszczególnymi poletkami ryżu) oraz 2- kobiece stroje balijskie. Jak na moje oko niezwykle kobiece bluzeczki koronkowe lub przepasane szalem w pasie są idealną alternatywą dla kobiecych koszul męskich w biznesie. Szukałam zastępstwa na takie koszule dość długo i cieszę się, że je znalazłam. Krawcowa uszyła mi bluzkę na miarę, którą zamierzam zakładać na spotkania z klientami a bluzki z korporacyjnym, męskim kołnierzem wyprosić już ostatecznie ze swej szafy.

RELIGIA. Dominuje lokalna odmiana hinduizmu. domostw balijskich strzegą różne stwory mitologiczne dodatkowo zasilane codziennie w siłę przez składane im wielokrotnie w ciągu dnia ofiary (małe miseczki z ryżem, owocami, kwiatem wyjadane następnie przez okoliczne zwierzaki). Co chwila trafiamy na jakieś lokalne święto czy ceremonie w świątyni. Mijają nas na ulicy pięknie ubrane balijki i Balijczycy niosący cos, co symbolizuje jakiegoś ze stworów. Dobrze się wiedzie tym stworom na tej wyspie, taka pamięć, tyle modłów, tyle pokarmu. No i ewidentnie strzegą dopływu pieniądza do wyspy dobrze, bo Bali jest dużo bogatsze od Jawy.  Jawajczycy najprawdopodobniej im pozazdrościli i postanowili bardziej otworzyć się na turystów stad rząd poluzował ponoć warunki wymagane do rozwoju miejsc turystycznych np. W znalezionej przez nas pięknej zatoczce.

ZWIERZĘTA – małpie figle
W Ubud jest tzw. Monkey Forest gdzie rządzą małpy i robią różne figle-migle np. Kradną turystom banany, chcą zwinąć butelkę plastikową czy przyssać się do biustów zbyt obfitych, bo wydaje im się że kobieta tam cos przed nimi ukryła (prawdziwa opowieść lokalnego strażnika). Nam przytrafiła się inna atrakcja ze strony małpy. Akurat była pora karmienia i strażnicy wysypali liście w jednym miejscu, zbiegły się małpy, zaczęły jeść zgodnie z hierarchią w stadzie a my usiedliśmy na murku i obserwowaliśmy widowisko. Pewne małpy zaczęły się gonić, przy okazji przeleciały po naszych głowach i ramionach (dotyk stopy jest bardzo przyjemny, ciepły i miękki). I tak siedzimy, i tak się patrzymy aż czuję, że coś ciepłego i mokrego kapie mi na rękę. Spoglądam w górę a  nad nami na gałęzi usiadła sobie małpa i nas obsikała. Na pewno miała niezły ubaw.

Małpę mamy tez tam gdzie mieszkamy. Niestety na łańcuchu i przypięta do linki rozwieszonej między drzewami. Okazało się ze jakiś turysta wykupił ja od handlarza i zostawił w Ubud. Nie pochwalam takich rozwiązań gdyż w ten sposób handlarz upoluje kolejna małpkę a ta znajdująca się w Ubud nie może być ponownie wypuszczona na wolność. Ponoć może atakować ludzi i zabierać im rzeczy. Małpka jest na pewno samotna i spragniona wspólnoty plemiennej wiec gdy tylko podszedł do niej znajomy, wskoczyła mu na głowę i zaczęła na nim tradycyjne małpie zabiegi higieniczne. Zrobiła to same gdy następnego dnia i ja podeszłam. Gdy chciałam odejść próbowaliśmy ja zdjąć. Delikatnie i po dobroci, ale zaczęły się problemy, pokazała wyszczerzone zęby, spróbowaliśmy ją ze mnie mocniej odczepić, ponownie pokazała zęby ku przestrodze i ugryzła mnie w lewe przedramię zostawiając kształt litery U, siniaka i lekka ranne. No a było to akurat tego dnia, gdy rano zdjęliśmy pół gips z drugiej ręki. Widocznie cos miało się zrównoważyć.

SANEPID I BHP

mieliby w Indonezji, co robić. I cale szczęście ze ich tu nie ma. Dzięki temu jemy rękoma w lokalnych barach przy ulicy (mała budka na kółkach), pijemy wyciskane na ulicy soki owocowe (awokado, papaya +limonka czy  białe mango) i nasze żołądki są cale i zdrowe. Nie ma tych ograniczeń narzuconych przez objęte strachem zachodnie podejście: uważaj, bo się czymś zarazisz, umyj ręce, bo bakterie, nie jedz tego owocu bez obrania, załóż buty wychodząc na pola ryżowe, bo możesz trafić na węża, nie biegaj bo się przeziębisz etc. Chodzimy boso, gdy chcemy lub pomykamy w klapeczkach po lesie. Tak jak lokalni.

Mam pewną przydatną zdolność survivalową. Zawsze spojrzę na to gdzie idę lub na to, co jem w odpowiednim momencie. Czyli jeśli jest tam cos do usunięcia (z jedzenia czy z drogi) to ja akurat w tym momencie to zauważę. No i głaszczę się zawsze po policzkach dziękując swojej czujnej podświadomości.

*****INSPIRACJA*****JEŚĆ RĘKOMA I CHODZIĆ NA BOSAKA*****

STAROŻYTNA SZTUKA JEDZENIA RĘKOMA – wygasła w naszej kulturze, kojarzy się źle.  Praktykowana jest na tzw. wschodzie np. Indie, Indonezja. Prawa ręka robi z dania kuleczkę (lub cos na jej kształt) i układa palcami tuz przy nasadzie środkowych palców. Kciuk przesuwa jedzenie do buzi. Co za frajda jeść posiłek latem z własnej ciepłej dłoni bez izolatorów smaków i doznań przez sztućce. Oczywiście lewa ręka nie dotyka jedzenia, bo służy do toalety.

NA BOSAKA – rozglądam się po innych napotykanych w przyrodzie turystach i wszyscy są skrzętnie odizolowani od kontaktu z ziemia. Dominują turystyczne uniformy, profesjonalny sprzęt sportowy, klapki porządnie przytrzymujące i blokujące stopę. Co kto lubi… ale to nie mój styl dziś. Poczuć miękkość i ciepło rozgrzanej pod stopa ziemi koi i relaksuje. Oddać jej poprzez stopy wszystkie napięcia ciała – co za przyjemność. Polecam!
Dzieci najszybciej wyskakują z wszelkiego obuwia i pokazują nam drogę:) ·A tak przy okazji w Ameryce zrobili badania efektów chodzenia na bosaka i kontakt z ziemia działa jak najlepszy antyoksydant, mocniej niż zielona herbata.
*************************************

SZTUKA, RZEMIOSŁO i kąpiel w rzece– zachwyciły nas lokalne tkaniny, ich wzornictwo oraz wielkie blaty drewniane o nierównych kształtach. Pięknie wyglądałby stół z takiego nierównego forma i kształtem plastra drewna. Oglądamy miejsca stolarskie poza Ubud – istne cuda wysyłane na zamówienia klientów z całego świata. Malarstwo przyciągnęło nasza uwagę także, a jakże! Spacerując po polach ryżowych oddalonych od centrum Ubud, spotkaliśmy paru lokalnych artystów. A unoszący się w powietrzu u jednego z nich zapach suszącej się wanilii spowodował, ze dosłownie rozsmakowaliśmy się w podziwie jego sztuki i odwzorowania prostoty i naturalności scen z życia Balijczyków.
Inny artysta pól ryzowych zaprowadził nas z kolei do samej rzeki z głazami przeradzającej się po ok 300m w wodospad. Tu w końcu wykąpaliśmy się w prawdziwym indonezyjskim strumieni przyczajeni przy wielkich głazach by nie porwał nas wartki prąd. Wracając wypiliśmy u artysty po kokosie i zakupiliśmy mini grafiki. .

DRIFT WOOD. To kawałki drewna wyrzucane przez morze po wcześniejszym jego oszlifowaniu, zmiany form także nie wiadomo, jaki to fragment drzewa. Lokalne galerie robią z niego cuda wykorzystując na blaty czy podstawy pod stoły. To istne dzieła sztuki wprowadzają w domu niezwykłą atmosferę i bardzo cenne i drogie na świecie. Raj dla lokalnych rzeźbiarzy i artystów.
TKACTWO. Piękną lokalną inicjatywą jest podtrzymanie i rozkwit wielowiekowej tradycji tkactwa, od którego paręnaście lat temu zaczęli odchodzić lokalni artyści z powodów ekonomicznych. Ok 1998 stworzono organizacje Threads of life, która dziś współpracuje z ponad 1000 tkaczy w całej Indonezji. Pobudowano lokalne biznesy, nauczono tkaczy odpowiedzialności za środowisko, powrócono do naturalnego farbowania przędzy (barwniki roślinne), przywrócono hodowlę bawełny. Zachowano wysoką, jakość i piękne wzornictwo charakterystyczne dla lokalnych grup. Wpatrywaliśmy się z 10 min w piękny Ikat wiszący w ich sklepiku w Ubud. Dwa koła w pionie, ale tak utkane, że przenosiły od razu w inny świat czy inny wymiar.
Www.threadsoflife.com

DELFINY. Można je spotkać o wschodzie słońca w wodach na północy Bali np. miejscowość Lovina. Można skorzystać z oferty dla turystów lub po prostu udać się na plażę i z pewnością podejdzie lokalny rybak i zaoferuje wypłynięcie swoją łódeczką następnego dnia o świcie na oglądanie tego przepięknego spektaklu delfinów na wolności. warto wiedzieć, że rząd Indii zakazał przetrzymywania delfinów w niewoli, z uwagi na ich ogromną inteligencję, i nadał im status ‚human – non person’.