GAMBIA. NOCNE STRACHY czyli rzecz o spokoju ducha i wolności sumienia

02odsłuchałam twoje nagranie w telefonie z tym nocnym gościem w sypialni i aż ciarki mnie przeszły – skomentowała Ka moją wiadomość, o tym że coś przeszło po moim kręgosłupie gdy spałam na brzuchu.

nie jest tak źle, nie boję się ich i nie piszczę ze strachu na ich widok wyskakując spod kołdry. Ale to odczucie w nocy było na tyle specyficzne, że nie wiedziałam do czego je początkowo przypisać – dogrywałam się Ka w kolejnej wiadomości – było niczym delikatny i łagodny wietrzyk, który przeleciał dyskretnie po moim grzbiecie – zakończyłam nagranie.

Spotkanie z nieznajomym gościem dość krótko stanowiło zagadkę. Porankiem, tuż po zbudzeniu, usadowiłam się na brzegu łóżka i myślałam o nocnych odwiedzinach. Początkowo obstawiałam sprytną lub wściekłą jaszczurkę, która może zakradła się pod moskitierę i wdrapała po pościeli w pogoni za komarem? Mało realistyczne – podsumowałam sama siebie – poza tym nic w nocy koło mego ucha nie brzęczało. Kontynuowałam monolog w duchu: – a może to jakaś istota energetycznia przyjemnie mnie musnęła dając kuksańca przypomnienia o sobie ‘byłam – jestem – będę więc miej zaufanie….’? Tej nocy spał obok mnie Oz, więc ta wersja była bardziej prawdopodobna, tym bardziej, że ostatnio miałam z duchami na bakier. Nie do końca jestem zadowolona z ich braku aktywności w pewnym temacie, nieproporcjonalnej do złożonych obietnic i poświęceń. Wiem, wiem, że mają jeszcze czas na realizację ale mogłyby się pośpieszyć – od paru dni niecierpliwa pogoń w głowie chciała pośpieszyć życie.

Tak… – mruknęłam do siebie pod nosem – to mogło być subtelne szturchnięcie od któregoś z członków tej pozazmysłowej paczki znajomych Oz. Fizycznych odczuć kontaktu z dżinami doświadczyłam już wcześniej, choć dawno od ‘nich’ nie słyszałam. Uśmiałam się w duchu na widok niektórych moich czytelników zafrapowanych takim magiczno-mistycznym podejściem do życia i na domiar ‘złego’ sięgnęłam po „Seks, Betel i Czary – życie seksualne dzikich 100 lat później. Niezwykła podróż na wyspy Trobrianda” Aleksandry Gumowskiej.


20150506_130115Zatopiona w lekturze, kątem oka wyłowiłam szybki ruch przy drzwiach wejściowych do sypialni. Zza wiklinowego kosza wyłoniła się cudnej urody mała młoda myszka. Pokręciła nosem, mysią główką oraz wąsikami i czmychnęła dalej. Czyli to tak… żadne jaszczury, ani afrykańskie duchy tylko zwykła miejska, polna mysz stolicy Senegalu przespacerowała się w nocy po mym kręgosłupie. Nie czułam się jednak zawiedziona, atrakcji widzialnych i niewidzialnych Senegalu mam aż nadto. Panią Mysz, płeć określając po gracji kroczków, spotkałam godzinę później w kuchni i postanowiłam, przy właściwej sposobności, humanitarnie ją wykwaterować z mieszkania. Humanitaryzm jest ostatnio modnym słowem w tym geograficznym rejonie, a to za sprawą sąsiada ale o tym dalej. Tym czasem nieświadoma tego mysz, schowała się w sobie znanej kryjówce, a ja z kubkiem gorącej herbaty Earl Grey usadowiłam się wygodnie na panelowych sofach nowego mieszkania. To była nasza pierwsza noc w nim – dość awangardowa!. Powróciłam do lektury. Autorka zapytuje w niej szczodrego mieszkanca pewnej wioski nad Pacyfikiem, dlaczego tak dużo rozdaje innym, niewiele lub nic w zamian otrzymując:- Przez wzgląd na dobre relacje. Szacunek i wsparcie zyskujesz na Trobriandach poprzez hojność. Jeśli jestem Tabalu, jestem wodzem, a wodzowie rozdają. Guyau, wódz, oznacza dystrybutora’. [1]

Mysz przebiegła środkiem salonu. Udając niewidzialną przykleiła się do ściany i truchtem skierowała w stronę wyjścia z domu. Czas na spacerek? – zawyrokowałam i chwyciłam dużą chustę. Złapałam ją za trzecim razem, narzucając na jej grzbiet (forma rewanżu?) materiał gdy wystraszona zapędziła się w kozi róg mieszkania. Poza drzwiami wejsciowymi mysz przywitał inny świat pełen piasku, światła i blasku słońca, nawoływania muezina, szumu samochodów, smrodu spalin, śmiechów ludzi i nadmiaru ruchu. Dla niej nastał czas wzmożonej aktywności, chwilowy zapewne moment bezdomności. Dla mnie być może Czas Spokojnego Snu drugiej nocy lecz to się wkrótce okaże.  Od paru dni na nocnym firnamencie nieba przyciąga mnie mocny blask gwiazdy polarnej. Jest duża i rozpromieniona biało-srebrnymi ramionami. Dominuje rozgwieżdżony granat swym majestatem rozświetlając coraz mocniej okoliczne geopolityczne mroki.  Coś szykuje się do zmiany….

Dla kogo jeszcze dzisiejszy sen będzie ukojeniem dnia wypełnionego dobrem? Dla kogo pomarańcz zachodu słońca będzie refleksją nad dobrze przeżytym dniem? Dla kogo wdechem wdzięczności za Czas Życia wypełniony relacjami kształtującymi spokój, pokój i wzajemny szacunek?  

240px-Yahya_JammehGdy ‘moja’ mysz szuka sobie nowego domu, w Gambii – kraju wcinającym się anglojęzycznym językiem we francuskojęzyczny Senegal trwa polowanie. Nie na myszy, nie na czarowników od czarnej magii ani wiedźm wszystko wiedzących ale na jej ex-szefa, uśmiechniętego na większości zdjęć dyktatora zapewne bez jaj – Yahya Jammeh (zdjęcie obok). Wybory prezydenckie 1 grudnia wygrał kto inny, lecz Yahya ustąpić nie chce i nie oddaje władzy. Kolejne dni pokażą czy czmychnie za granicę jak przestraszona mysz, zostanie wykwaterowany delikatnie jak ta moja sypialniana, gwałtownie wyrzucony lub uśmiercony. W Afryce Zachodniej przetaczają się gradowe chmury politycznej nawałnicy. Armia Senegalska wkroczyła do Gambii, podobnie jak Nigeryjskie łodzie z amunicją wpłynęły do niej rzeką. Prezydenci Liberii, Mauretanii i Gwineii mieli pojawić się w piątek w Gambii i mediować. Wojska Ecowas (Wspólnota Gospodarcza Krajów Zachodnioafrykańskich) szykują się na przywrócenie demokracji w Gambi. Dyktatorzy tak często mają, że nie mają ani zasad serca, ani morali intelektu, ani siły ducha i wolności swego kraju. Bez hojności i szczodrości lecz w strachu wodzują przez stulecia w imię swojego Boga ‘tylko Bóg może mnie usunąć ze stanowiska’ miał rzec dyktator cytowany w independent.co.uk

Tyrani tak często mają, że z czasem się wynaturzają, wrogością zakurzają, wszystkich wokół wkurzają i wojną siebie wykurzają z kraju samodzielnie lub przy pomocy innych, wszak „kto mieczem wojuje, od miecza ginie”.

senegal-697542_640Tymczasem prezydent elekt Adama Barrow znalazł schronienie w Senegalu – bardzo gościnnym i pogodnym kraju. Tu został zaprzysiężony na prezydenta Gambii i przebywa na ‘wygnaniu’. Na ulicach Dakaru widzę zwiększoną liczbę patroli policyjnych i mundurowych. Sprawa Gambii dotyczy mnie również osobiście i nie tylko z uwagi na bliskie sąsiedztwo tego maleńkiego kraju. O mały włos a robiłabym traning pro-pokojowy dla przestraszonego ciała, osłabionego serca i zmąconego umysłu (dawniej popularnie zwany anty-stresowy) młodych amerykańskich wolontariuszy z Peace Corps ewakuowanych z Gambii do Senegalu tydzień wcześniej. Okazało się jednak, że przyjeżdza psycholog z doktoratem ze Stanów więc sprawa na razie odłożona, ale kto wie jak dalej rozwinie się przypadkowa-nieprzypadkowa znajomość z porannej jogi nad oceanem? Czy Ty jeszcze wierzysz w przypadki i losowe spotkania? W tym temacie czuję, że ciąg dalszy nastąpi bo Otwartość na życie czyni Życie otwartym a Światło zawsze rozjaśnia mrok.

Otwieram więc swoje serce do Ciebie szeroko rozpościerając ręce ku magii Życia. Niechaj weekendowe wiatry przyniosą pokój, a szeroko otwarte ramiona trzy Czasy: Czas Hojności Ducha, Czas Szczodrości w Materii i Czas Spokojnego Oddechu Błękitem Wakacyjnego Nieba.

Joanna – Polka w Senegalu – gardzo gościnnym kraju!

Zaplanuj swoją słoneczną i barwną podróż w 2017 już teraz – napisz do mnie na fb lub info@joannawieczorek.com 

[1] Seks, betel i czary – życie seksualne dzikich sto lat póżniej, str. 278, aut. Aleksandra Gumowska, Wyd. Znak, ISBN 978-83-240-2570-1